Archiwum - września 2004

linkologia.pl spis.pl

Lokalni studenci jedza na wykladach, a ja robie sie glodna. Jedza, ale nie jakas tam kanapke, tylko caly obiad! Wyciagaja plastikowe miski i paleczki, albo przynosza ze soba hamburgery I frytki z McDonalda. To wszystko tak fantastycznie pachnie.

 

W sobote pierwszy dzien w pracy – konwersacje angielskie z malymi chinczykami. Siedzimy sobie przy stole (grupy licza od 3 do 8 dzieci), rozmawiamy, spiewamy, robimy cwiczenia. Dzieci nie roznia sie wiele od zachodnich, tak samo nie potrafia skoncentrowac sie na zajeciach, chlopcy rysuja sikajacych panow I piersi I potem chwala mi sie swoimi ‘dzielami sztuki’. Pracodawcy uwazaja, ze mam z nimi dobry kontakt I podoba mi sie sposob w jaki prowadze lekcje. Po tym jak wydawalam dzwieki lwa I skakalam jak malpa (dzieci mialy powiedziec po angielsku nazwe zwierzat), 8-letnia Emily smiejac sie powiedziala, ze nie zachowuje sie jak nauczyciel… no coz… to chyba complement.

 

W niedziele wieczorem znajomi z pracy zaprosili mnie na obiad do restauracji japonskiej w Causeway Bay. Wloczylismy sie wieczorem po dzielnicy – cos niesamowitego. Poczulam sie jakby byl to okres Bozego Narodzenia – kolorowe neony, duzo ludzi, muzyka, drzewa przybrane zlotymi lampkami… a do tego jeszcze palmy i cieple powietrze. W przyszlym tygodniu bedzie tzw. Festiwal Srodjesienny. Z tego co wiem jest to drugi co do waznosci, po noworocznym, festiwal chinski. Stad te lampki I drzewa przystrajane papierowymi albo plastikowymi smokami.

 

Po raz pierwszy bylam w restauracji japonskiej I bylo niesamowice – atmosfera jak rowniez jedzenie. Rozmawialismy o Chinach, Hong Kongu, Polsce, Europie, Vancouver… o historii regionu, nauczaniu dzieci… czulam sie z nimi fantastycznie. Mialam okazje poszpanowac slowkami kantonskimi, ktore podlapalam od Samanthy.

 

Wczoraj rano pojechalam na wycieczke ze studentami z wymiany na Gore Malp. Spotkalam tam Stelle (z Marsylii). Zaczelysmy rozmawiac na poczatku I tak nas to wszystko zaobsorbowalo, ze skonczylysmy dopiero po kilku godzinach, kiedy wycieczka sie konczyla, w miedzyczasie zostajac daleko w tyle za grupa. Mamy tak wiele wspolnego, ze czuje sie jakbym spotkala pokrewna dusze.

 

 

w rozstawione rece

promien

tanczacy na szybie chwytam

spragnionym ustom

podaje chlodny napoj dnia

 

niespokojnym snom

przywoluje noc

spiaca teraz

w gestych zaroslach

 

w otwarte skrzydla wrony

z polyskiem zlotym

zanurzam twarz

by slonce

swiecilo takze we mnie

 

Poswiatowska

 

 ---------------------

 

Some local students are eating during the lectures and I'm getting hungry. They're eating but not only sandwiches – the whole dinners! They take out plastic bowls and chopsticks, or are bringing hamburgers and French fries from McDonald’s. Everything smells so wonderfully.

 

On Saturday the first day at work – English conversations with small Chinese children. We are sitting by a table (there are 3-8 kids in a group), chatting, singing and doing exercises. Kids are not much different from those in the West. In the same way sometimes cannot concentrate during the class, boys are drawing guys who are pissing and breasts and later coming to me and showing their ‘works of art’. Teachers think that I’ve a good contact with the kids. After having been roaring like a lion and jumping as a monkey (children where to guess what’s the English name for these animals), 8-year-old Emily said, while laughing at the same time, that I do not behave as a teacher… well… I treat is as a compliment.

 

On Sunday evenings colleagues invited me for a dinner to Japanese restaurant in Causeway Bay. We were wandering around the district – it’s amazing. I felt like during the Christmas time – colorful neon, crowds, music and trees decorated with golden lamps; in addition to all of that, palm trees and warm air. The Mid-Autumn Festival is coming. As far as I know it’s the second festival after New Year’s, when it comes to importance. That’s why trees are decorated with lamps and paper or plastic dragons.

 

It was my first time in Japanese restaurant and I enjoyed it a lot – atmosphere as well as food. We were talking about China, HK, Poland, Europe, Vancouver, about the history of the region, teaching children… I felt great. I had an opportunity to show off few of the Cantonese words I’ve picked up from Samantha.

 

Yesterday in the morning I went on a trip to the Monkey Mountain with students from the exchange. I met there Stella (from Marseille). We started talking at the beginning and it absorbed us so much that we finished after few hours, when the trip was finished, in the meantime lagging behind the whole group. We’ve so much in common that I feel as if I’ve met ‘similar soul’.

 

 

with spread fingers

i catch a ray

dancing on the pane

i give my parched mouth

the cool drink of day

 

to the unquiet dreams

i summon the night

sleeping right now

in the thick undergrowth

 

in the open wings of a grackle

glinting of gold

i immerse my face

for the sun

to shine likewise within me

 

Poswiatowska

-ania- : :

Weekend Komentarze (2)
13. września 2004 10:45:00
linkologia.pl spis.pl

Ostatni tydzien minal niesamowice szybko i tak juz na pewno bedzie do konca semestru; tyle mozliwosci angazowania sie w rozne sprawy, ekscytujace przedmioty i fantastyczne miasto. Zawsze bylam kiepska w selekcji tego, co jest bardziej wazne a co mniej. Ale sie staram.

 

W piatek wieczorem wracajac z uniwersytetu minelam czlowieka cwiczacego Tai Chi. Bylo troche przed polnoca, a on sobie tak stal i wykonywal powolne ruchy pomiedzy drzewami, na tarasie wychodzacym na zatoke.Tylko wiatr i cisza. A ja tak biegam z miejsca na miejsce i czuje jakbym cos tracila.

 

W sobote wizyta w Mongkok, czesci Kowloon, najbardziej zatloczonej dzielnicy Hong Kongu. Spedzilam kilka godzin wloczac sie pomiedzy ludzmi. Nie. Wloczac to zle okreslenie, ja po prostu wpaadlam w ten nurt i zostalam nim

poniesiona. Jeden sklep obok drugiego: jubilery, elektronika i domy mody. Nic wiecej. A ja tam pojechalam aby kupic koc, przeszlam kilometry i nie znalazlam miejsca, ktore by je sprzedawalo.

 

Jedzenie paleczkami idzie mi coraz lepiej. Jeszcze tydzien temu bylam wkurzona na makaron, ktory w zaden sposob nie chcial trzymac sie na paleczkach. A wczoraj nie bylo problemu. Ernest mowi, ze on sam jeszcze tak dobrze nie je nimi, mimo, ze jest Chinczykiem. No coz… w takim razie robie jakies postepy...

 

Pogoda jest swietna: cieplo, ale nie goraco, palmy, slonce, wiatr od morza. Po prostu fantastycznie.

 

 ---------------------------

 

The last week passed extremely quickly, and with the following ones it certainly will be in the similar way; so many opportunities to get involved in various activities, exiting subjects and a great city. I’ve always been bad in selecting between this what is more important and what is less. But I’m trying.

 

On Friday evening while coming back from the university I passed a man doing Tai Chi. It was a little bit before midnight, and he was just standing and making gentle movements among trees, on a terrace overlooking the bay; only wind and silence. And I’m running from place to place and feel as if I was loosing something.

 

On Saturday a visit to Mongkok, a part of Kowloon, the most crowded district in Hong Kong. I spent few hours wandering among people. No. Wandering is a wrong expression, I just thrown myself into the crowd and was led by it. One shop next to another: jeweler’s, electronics and fashion houses… nothing more. I went there to buy a blanket, I walked kilometers and they were sold nowhere.

 

Eating with chopsticks is getting better and better. Just a week ago I was angry on noddles , which didn’t want to stick to the chopsticks. Yesterday it was without a problem. Ernest says that even he has difficulties with eating with chopsticks, although he’s Chinese. So well…I’m doing some progress.

 

The weather is great: warm, but not hot, palms, sun and wind from the sea. Simply fantastic.

-ania- : :

Port Komentarze (3)
06. września 2004 12:42:00
linkologia.pl spis.pl

Pomiedzy Centrum HK, a jego obrzezami jest niesamowita przepasc. W Pak Tak stragany uliczne, male sklepiki i markety rybne. Centrum natomiast to drapacze chmur, kolorowe neony, jeden prestizowy dom mody obok drugiego, co drugi sklep to Rolex albo jubiler z diamientami. A na ulicach wysokiej klasy Mercedesy, BMW i Hondy, pomiedzy nimi czerwone taryfy-Toyoty.

 

Ale to co jest najbardziej niesamowite to atmosfera, ktora nie jest zepsuta przez przepych i pieniadze. Zaraz obok domow handlowych male straganiki, kolo luksusowych restauracji, chinskie odpowiedniki McDonaldow. Gdzies pomiedzy jedna limuzyna a druga taksowkarz wychodzi z samochodu i zaczyna sie klocic z kierowca autobusu.

 

Hong Kong podzielony jest na kilka czesci. Centrum administracyjne i finansowe to Wyspa Hong Kong, a jej glowna czesc to tzw. Central. Juz na kontynencie lezy Kowloon, stal sie kolonia brytyjska troche pozniej niz wyspa, jest to glownie centrum handlowe, potem sa Nowe Terytoria, na ktorych leza glownie osiedla mieszkalne i male wioski. Do HK zalicza sie rowniez szereg wysepek porozrzycanych dookola.

 

Ja mieszkam w Kowloon, ale juz niedaleko Nowych Terytoriow, przy Clear Water Bay (Zatoce Przejrzystej Wody). Tutaj znajduja sie najpiekniejsze plaze w calym HK. Przy uniwersytecie mamy wycinek plazy na ktora mozna sie tylko popatrzec. Jest ona odgrodzona plotkiem, przed ktorym sa poustawiane drewniane, okragle stoly i lawki – miejsce wieczornych spotakan towarzyskich.

 

Przez Central wloczylismy sie z Patrickiem i Aleksandrem (mieszka w Paryzu, studiuje w Bordeaux, jest pol Ukraincem, spedzil w Kijowie prawie polowe zycia) ogladajac drapacze chmur (jeden z nich zaprojektowany przez tworce piramid przed Luwrem), park Tai Chi, ogrod roslin (lotosy, egipskie rosliny papierowe, lilie) i ptakow tropikalnych. Pod koniec dnia przejazczka promem do Kowloon (podobno najtanszy prom na swiecie, przejazd na gornym pokladzie to rownowartosc zlotowki).

 

Punkt dnia – lody z zielonej herbaty w napoju z czerwonej fasolki. Napoj smakuje jak orzeszki ziemne w mleku sojowym. Cos fantastycznego.

 

Zajecia nabieraja tempa, juz niedlugu pierwsze testy i terminy oddania pierwszych prac. Powoli 24-godzinny dzien nie wystarcza.

 

---

Tu cię kocham.
Z ciemnych sosen wyplątuje się wiatr.
Fosforyzuje księżyc na błędnych wodach.
Dni jednakowe idą prześcigając się.

 

Mgła się rozwija w tańczące figury.
Srebrna mewa opada o zmierzchu.
Czasami jakiś żagiel. Wysokie, wysokie gwiazdy.

 

Lub czarne światło łodzi.
Samotne.
Czasami wstaję o świcie i nawet moja dusza jest wilgotna.
Szumi, ciągle szumi morze dalekie.
To jest właśnie port.
Tu cię kocham.

 

Tu cię kocham i nadaremnie zasłania cię horyzont.
Kocham cię nawet między tymi oziębłymi rzeczami.
Czasami wymykają się moje pocałunki na tych ciężkich łodziach,
które płyną po morzu, tam, dokąd nie przybywają.

 

Już widzę, że jestem zapomniany jak te stare kotwice.
Smutniejsze są mola, kiedy wieczór przybija.
Męczy się moje życie spragnione daremnie.
Kocham to, czego nie mam. Ty jesteś tak odległy.
Moja niechęć wzmaga się z ospałymi zmierzchami.
Ale noc przychodzi i zaczyna śpiewać mi.

 

Księżyc nakręca swoją maszynę snów.
Patrzą na mnie twoimi oczyma największe gwiazdy.
I tak jak cię kocham, sosny na wietrze
chcą wyśpiewać twoje imię swoimi drucianymi liśćmi.

 

Pablo Neruda

 

 -----------------------

 

There is a big difference between the center of HK and its suburbs. In Pak Tak – street stalls, small shops and fish markets, in the center – skyscrapers, colorful neon, one prestigious fashion house next to another, every second shop is Rolex or jewelers with diamonds, in the streets high class Mercedes, BMW and Hondas, between them red cabs.

 

But what is the most amazing here is the atmosphere, which isn’t spoiled by the luxury. Just next to the branded warehouses – small stalls, near expensive restaurants Chinese equivalents to Mc Donald’s. Somewhere among the limousines, a taxi driver gets out from the car and starts arguing with a bus driver.

 

Hong Kong is divided into few regions. The administrative and financial center is Hong Kong Island, with the main part co-called Central. Kowloon is on the continent, it was annexed to the British Colony a bit later than the island, it’s mainly a shopping area. Further New Territories, which are occupied mainly by housing sites and small villages. Around HK there are numbers of small islands, which are also under the administration of the city.

 

I live on the outskirts of Kowloon, not far away from the New Territories, near Clear Water Bay. Here are the most beautiful beaches in HK. At the university we have only a small piece of a beach, which sadly we can only look at. It’s surrounded by a small fence. There are few round, wooden tables and benches – place for students’ evening meetings.

 

We were wondering through the Central with Patrick and Aleksandre (He lives in Paris, studies in Bordeaux, is half Ukrainian – spent almost half of his life in Kiev) watching skyscrapers (one of them designed by the author of the Pyramids near Louver), Tai Chi park, plant garden (lotuses, Egyptian Paper Plants, lilies) and tropical birds. At the end of the day we’ve taken a ferry to Kowloon (from this what I know it’s the cheapest ferry in the world, ticket to the upper deck costs equivalent to less than 30 US pence)

 

The main attraction of the day – green tea ice creams with red bean drink. The drink tastes like peanuts in Soya milk. Fantastic.

 

There is more and more work to do at the university. Soon the first tests and deadlines for written works. Gradually 24 hour day stops to be enough.

 

---

 

Here I love you.
In the dark pines the wind disentangles itself.
The moon glows like phosphorous on the vagrant waters.
Days, all one kind, go chasing each other.

The snow unfurls in dancing figures.
A silver gull slips down from the west.
Sometimes a sail.  High, high stars.

Oh the black cross of a ship.
Alone.
Sometimes I get up early and even my soul is wet.
Far away the sea sounds and resounds.
This is a port.
Here I love you.

Here I love you and the horizon hides you in vain.
I love you still among these cold things.
Sometimes my kisses go on those heavy vessels
that cross the sea towards no arrival.
I see myself forgotten like those old anchors.
The piers sadden when the afternoon moors there.
My life grows tired, hungry to no purpose.
I love what I do not have.  You are so far.
My loathing wrestles with the slow twilights.
But night comes and starts to sing to me.

The moon turns its clockwork dream.
The biggest stars look at me with your eyes.
And as I love you, the pines in the wind
want to sing your name with their leaves of wire.

 

Pablo Neruda

-ania- : :

Karuzela / Merry-go-round Komentarze (2)
02. września 2004 14:04:00
linkologia.pl spis.pl

Od czasu rozpoczecia zajec wychodze z pokoju wczesniej rano, wracam gdy robi sie ciemno tj. po 19. Zmrok zapada tutaj wczesniej z powodu wysokich gor na zachodzie.

Wschod natomiast musi byc przepiekny, bo zaraz nad zatoka. Jakiegos dnia postaram sie wstac.

 

Wyklady, bieganie za ksiazkami, odkrywanie mozliwosci biblioteki, zalatwianie formalnosci… Biurko wypchane ulotkami klubow, e-skrzynka ponad 40 mailami akademickimi, notatnik rzeczami do zrobienia.

 

Z Samanta dogaduje sie swietnie I mysle, ze bedzie nam sie fajnie mieszkalo przez najblizszy rok. Jest podekscytowana, ze moze podszkolic swoj angielski, ja ucze sie podstawowych fraz kantonskich.

Fajnie mi sie wraca do pokoju wiedzac, ze ona tam bedzie. Lepiej mi sie czyta, gdy rozmawia z boku z kolezankami – I tak nic nie rozumiem I to mnie nie rozprasza, przeciwnie dziala to relaksujaco. Spie spokojniej wiedzac, ze ktos jest w pokoju.

 

Wczoraj pierwsza lekcja mandarynskiego. Pracuje nad intonacja. Slowo ‘ma’ moze oznaczac albo matka albo… kon lub sekutnica, w zaleznosci od sposobu wymowy. Kiepsko byloby to pomieszac.

Nauczycielka ma piekna azjatycka urode I wymaga dzwieki z gracja. Az przyjemnie sie jej slucha.

 

Na calym uniwersytecie nie ma duzo osob z wymiany – okolo 100. Jestesmy tutaj traktowani z szacunkiem i zainteresowaniem, zwracamy na siebie uwage. Lubie czuc sie wazna i szanowana.

 

Mleko chinskie inaczej smakuje, ale jest dobre..

 

Coraz lepiej je mi sie paleczkami. Zdecydowalam zrezygnowac z widelca na rok.

 

Jedzenie chinskie jest takie sobie: duzo ryzu I makaronu jak z zupek chinskich. Mieso oblozone zoltym tluszczem – wczoraj kurczak, dzisiaj wolowina. Odkrajam to obrzydlistwo. Jak tak dalej pojdzie przejde na tymczasowy wegetarianizm.

 

Czuje sie jak na karuzeli.

 

------------------------------

 

 

Since the start of the lectures I’m leaving the room in the morning and coming back when it’s getting dark, around 7pm. Sun sets early because of the high mountains in the west. The sunrise has to be beautiful because of the bay in the east. One day I’ll try to get up to see it.

 

It’s getting easier  to eat with chopsticks. I’ve decided to resign from a fork while being here.

 

Chinese milk tastes in a different way, but is good.

 

There are not many exchange students at the university – around 100. We are treated here with respect and interest, we attract attention. I like feeling important and respected.

 

Yesterday the first Mandarin lesson. I’m working on intonation. The word ‘ma’ may mean mother or…a horse or a scold. It depends on the intonation. It wouldn’t be nice to mix them.

The teacher is a classical Asian beauty and is pronouncing words with grace. Listening to her is a pleasure.

 

I get along with Samantha. It will be nice to live together during the coming year. She is exited about having the opportunity to improve her English. I’m learning basics of Cantonese.

It’s great to come back to the room knowing that she’ll be there. It’s better to read when she’s chatting nearby with a friend – very relaxing to listen to a language that I do not understand. Instead of distracting, it relaxes a lot. I sleep calmer knowing that there is someone in the room.

 

Lectures, running after textbooks, discovering the possibilities in the library, dealing with formalities…The desk full of clubs' leaflets, the notebook of things that have to be done, the mailbox filled with over 40 academic emails.

  

Chinese food is so so – a lot of rice and noodles. Meat covered with yellow fat – yesterday chicken, today beef. I’m cutting off this terrifying parts and thinking about switching to temporary vegetarianism.

 

I feel like on a merry-go-round.

 

 

-ania- : :

pijanedoznania9 | belief | kobietki-pl | budujemydomy | dawidol | Mailing